Zdarza się czasem tak w życiu, że człowiek porzuca dom swój, pracę, znajomych, no może ich tak nie do końca, i wyrusza w świat szeroki, albo na wyspy pewne co by tam żywot dostatni wieść (ten plan nie zawsze wypala, ale tyle jego co spróbuje).
Za chlebem, a przede wszystkim za swą drugą połówką wybyła niegdyś z kraju B. ale nie przepadła jak kamień w wodzie meldując od czasu do czasu co u niej, czy jest ciężko czy lekko i jak wygląda życie po tamtej stronie kanału LM. Jedną w większych nowin było poczęcie a później urodzenie synka, który na świat przyszedł w styczniu 2008. A ponieważ za krajem ojczystym tęsknota czasem wiedzie B. na krótkie "wakacje" w Polsce, to pojawiła się mama z synkiem w mieście rodzinnym i zaklepała sobie jedno popołudnie co by Ciocia Jaga mogła w końcu poznać Oliviera., który... jest przeuroczy!
Wesoły, energiczny, śmiały i choć mały z niego szkrabik to odwagi w nim za dwóch. Porwał ciotkę za rękę, zaciągnął ją na przejażdżkę schodami ruchomymi, a potem pozwolił się trochę ponosić wśród tłumu na przystanku. Sadowiąc się u cioci na rękach dał mamie odpocząć (w końcu pod sercem nosi braciszka!) i dyrygował ciotką dając wytyczne co do zwrotów - w którą stronę Jaga ma się z nim odwracać, bo wypatrzył tramwaj i koniecznie chce mu pomachać :)
Następne spotkanie pewnie nie prędzej niż za rok, ale wtedy już we czwórkę :)
Rozmowa 58
12 lat temu

Jaga, good start!:)
OdpowiedzUsuńCzekamy na więcej:)!
Czy Berek też może kiedyś u Ciebie pomieszkać? No wiesz, skoro Zaraz i Moment mogą...
Hehe myślę, że jakoś byśmy się z Berkiem dogadali, wyślę wam mój ciociowy grafik ;-)
OdpowiedzUsuńbuziaki!